Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludzie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ludzie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 lutego 2011

Wobec Wyspiańskiego



Pierwsza wystawa "Wobec Wyspiańskiego" miała miejsce w roku 2000, w Muzeum Narodowym (Główny Gmach) w Krakowie. Miała to być ze strony krakowskich twórców forma hołdu wobec wielkiego artysty, ale także okazja do polemiki z jego dziedzictwem. Mój Ojciec, buntując się wobec wszelkiego rodzaju próbom ubrązowienia Wyspiańskiego, podszedł do tematu specyficznie. Nie namalował, jak większość, obrazu.

Zaprojektował za to i wykonał obiekt, w którym Wyspiański stawał na głowie. Dosłownie. Na ilustracji widać opis koncepcji skrzyni - ramy z obrotowym wnętrzem na którym przymocowana była reprodukcja z portretem Wyspiańskiego. Do tego rozsuwana automatycznie kurtyna, jak w teatrze, światło i muzyka. Obiektu strzegło dwóch Starych Wiarusów, prawie naturalnej wielkości. Dodam jeszcze, że w realizacji projektu dzielnie wspierał mojego Ojca utalentowany technicznie młody człowiek, Wojtek Szmuc.

Całość oddaje specyficzny sposób myślenia Sławka Karpowicza, jest w nim nie tylko poczucie humoru i dystans, ale i celna obserwacja. Wszak Wyspiański był pierwszym multimedialistą.

piątek, 28 stycznia 2011

Kulinarne intermezzo - przerwa na golonkę.




Prof. Sławomir Karpowicz i Prof. Roman Łaciak (aktualnie Dziekan Wydziału Malarstwa krakowskiej ASP) raczą się przepyszną golonką. Ukontentowane miny świadczą o tym, że danie było w porządku. Zdjęcie zrobione gdzieś w Niemczech, podczas plenerowo - wystawowej podróży. Sweter mojego Ojca wskazuje na wczesne lata dziewięćdziesiąte.

środa, 26 stycznia 2011

Budowa pieca w Szczebrzeszynie



Na zdjęciu: Ojciec i Zdun, który barwnym swym słownictwem inspirował moją małą siostrę, wzbogacając jej słownik o zasoby dotychczas niedostępne dla niewinnych uszu. Barwne słownictwo towarzyszyło robocie od momentu rozpoczęcia sporu koncepcyjnego na tle formy pieca, którą to mój Ojciec widział po swojemu, a Pan Zdun tradycyjnie.

PS. Niechże mi ktoś ze Szczebrzeszyna przypomni jak on się nazywał, ten świetny skądinąd fachowiec.

PS2. Już wiem, dzięki Basi Pochopień - to był Pan Mączka :))))
A Kasia dodaje: "opowiadał! najpiękniesze bajki świata i nigdy nie przerywał, chyba że na łyk z gwinta, a potem znowu płyneła jego baśń-z życia wzięta!"

PS3. Polecam anegdotę, która znajduje się w komentarzach poniżej! Doskonałe!!!

wtorek, 18 stycznia 2011

W poszukiwaniu miejsca...



Od wielu lat szukamy z Mamą i Siostrą miejsca, które zgodzi się pokazać retrospektywną wystawę malarstwa Sławka Karpowicza. Obrazy są wielkie, nie tylko formatem, więc zwracałyśmy się do instytucji, które są w stanie taką wystawę zrealizować. Niestety, krakowskie instytucje, np. Muzeum Narodowe, czy BWA - Bunkier Sztuki nie są zainteresowane.

Co ciekawe, Muzeum Narodowe nie wykazało najmniejszego zainteresowania przyjęciem do swojej kolekcji (nieodpłatnie) jednej z bardziej reprezentacyjnych prac, z lat 90-tych, pt. "Schody" (dyptyk można zobaczyć na blogu, kilka postów poniżej). Było to kilka lat temu, być może teraz sytuacja wygląda inaczej.

Piszę o tym, bo ludzie ciągle pytają, kiedy przypomnimy twórczość Taty. Niestety, bez wsparcia instytucji, która ma warunki do prezentacji całej kolekcji nie jesteśmy w stanie zrealizować wystawy. A bardzo nam zależy, żeby obrazy pokazywać - bo to malarstwo musi żyć.

Dlatego jestem okropnie wdzięczna Panu Tomaszowi Jastrunowi, który, kibicując malarstwu mojej Siostry Kasi, zwrócił uwagę na obrazy Taty i napisał o nich na swoim blogu, fragment poniżej. Być może dzięki temu uda nam się nawiązać współpracę z miejscem, które pokaże te prace, które po Sławku pozostały. A jest to bardzo ciekawa i mocna kolekcja.

Proszę Katarzynę by pokazała mi obrazy ojca, Sławomira Karpowicza...wiele ich w pracowni.. Miała 16 lat, gdy ojciec zmarł... w dniu jej urodzin. Jakby chiał jej coś ważnego powiedzieć...Stad jej wrażliwość na czas i przemijanie. Płótna ojca to też duże formaty.. kurz, który zdążył się wczepić w obrazy, jak żywe stworzenie ucieka teraz w popłochu ..kiedy naruszmy icjh spokj .Dużo martwych natur, to zwykle ryby.. ulubiony temat wielu malarzy w dawnych wiekach. Te ryby mają w sobie czerwień mięsa i krew... jest nich śmierć nie tylko zwierzęca, a też ludzka...jakby ofiara i morderca dzielii ten sam los. A odcienie czerwieni bywają też tłem...jakby ono we krwi.... Ciekawe autoportrety...Jest wielki dramatyzm w tych obrazach ...najpie przcucie śmierci a potem patrcenie jej w oczy ....Nie rozumiem, jak historia współczesnej polskiej sztuki może zupełnie pominąć taką twórczość? Muzea nie kupują jego obrazów. I nie bylo żadnej wystawy po śmierci... Jestem pewien, że to malarstwo dobrze pokazane...byłoby sensacją .

wtorek, 27 kwietnia 2010

Z Mariuszem

Z Mariuszem Drohomireckim, uczniem i przyjacielem w krakowskiej pracowni przy ulicy Piłsudskiego 21.



I w majowym szczebrzeszyńskim pejzażu.

środa, 31 marca 2010

W plenerze


Bardzo stara fota. Przypomina jakiś dokumentalny, etnograficzny zapis o zwyczajach nadrzecznych plemion indiańskich. Tymczasem ci indianie ewidentnie malują z natury. Jest pewna zbieżność - bo malujący w plenerze to także rzadki widok, na wyginięciu.

Może ktoś identyfikuje to miejsce? Wydaje mi się, że mój ojciec to ten skupiony zarośnięty troglodyta, przy sztaludze w centralnej części foty...

poniedziałek, 22 marca 2010

Jeszcze jedna fotka z Galerii Dominika



Na ścianie obraz Sławka, w późniejszym okresie przemalowany (zniknęła stojąca postać).

poniedziałek, 15 marca 2010

Na coś trzeba umrzeć

Pojutrze wypadałyby urodziny mojego ojca. Będzie już rok, odkąd wrzucam różne rzeczy na tego bloga i wciąż końca nie widać. Jeszcze zostało trochę obrazów – tych najmocniejszych, dużo tekstów i zdjęć z różnych etapów jego życia. Dziś jednak publikuję innego bloga, który ma tylko 25 postów). Więcej nie będzie, choć to trochę przeczy idei blogowania. Uprzedzam, nie jest to łatwy do strawienia materiał.

środa, 10 marca 2010

Ze Zbyszkiem i Kasią



Nad czym tak debatują - nie mam pojęcia. Zbyszek Bielawka i mój ojciec rozgryzają zagadnienie przedstawione przez moją siostrę, Katarzynę (w tamtym czasie znaną jako Profesor Kulka).

Z Dominikiem




Gościnna piwnica Dominika Rostworowskiego w lecie wabiła chłodem, w zimie - obietnicą rozgrzewającej atmosfery. Mój ojciec przyjaźnił się z Dominikiem - na fotkach wyżej typowe odwiedziny. Poniżej: fotka z wernisażu. W rękach artysty, zwanego przez studentów Karpiem, pomysłowy, choć krępujący dar.

niedziela, 7 marca 2010

W Szczebrzeszynie czas płynie inaczej



Na fotce - doborowe towarzystwo rozpoczyna miły letni wieczór. Od lewej: bracia artysty - Janusz i Staszek Karpowicz, dalej - skromnie przysiadł Stacho "Góral". Na końcu: Sławek.

Profesor i uczeń



Kolejne zdjęcie z Prof. Janem Szancenbachem. Prawdopodobnie zrobione tuż po dyplomie.

środa, 3 marca 2010

W Szczebrzeszynie



Wydaje mi się, że ta fotka została zrobiona w Szczebrzeszyńskim domku Mariusza Drohomireckiego. Sławek przy stole, na werandzie.

PS.
Udało mi się zeskanować dużo zdjęć zebranych przez moją siostrę - wszystkie, prędzej czy później znajdą się na tym blogu.

sobota, 27 lutego 2010

Wiosenny plener



Na zdjęciu: Sławek Karpowicz, Danek Kowalski.

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Przy sztaludze



Zdjęcie z okresu studiów.

piątek, 22 stycznia 2010

Przyjaciele, Szczebrzeszyn



Zdjęcie zrobione w domu rodzinnym artysty, w Szczebrzeszynie, przy ulicy Cmentarnej 4. Stół, przy którym siedzą goście i meble w tle zaprojektował i wykonał sam Karpiu, przy pomocy nieocenionego Stasia Kochańca.

poniedziałek, 30 marca 2009

Zawsze ze Studentami II

I jeszcze zdjęcia z Koninek. Lipiec 2001.






Zawsze ze Studentami I

Porcję fotek z dwóch spotkań ze studentami zamieszczam dzięki Piotrowi Korzeniowskiemu. Dzięki Piotrek :)